Czerwona wstążeczka

Czy jesteś już gotowa Kawuniu?- Mama Kawka już od dłuższej chwili stała przy drzwiach gotowa do wyjścia. Kawunia biegała potargana po całym gniazdku.

Gdzie jest moja kokardka?! – skrzeczała niecierpliwie. W końcu wyciągnęła z szufladki komody czerwoną tasiemkę, którą dostała od Mamy.

Mama Kawka zawiązała jej kokardkę na szyjce i przygładziła piórka. Po chwili spacerowały obie po zalanym słońcem trawniku.

Jak zwykle szukały jedzenia, lecz Kawunia była tak głodna, że nie miała cierpliwości, tylko co chwilę podbiegała do Mamy krzycząc

- Masz? Masz coś? – i wyciągała dziobek w oczekiwaniu pokarmu.

- Szukaj, musisz w końcu nauczyć się sama – tłumaczyła jej cierpliwie Mama.

Nic to jednak nie pomagało, bo Kawunia skrzeczała wniebogłosy, dopóki do jej dziobka nie dostał się smaczny kąsek.

- Rozpieszczona ta pani jedynaczka – zaterkotała Sroka Sąsiadka – moje dzieci już dawno są samodzielne…

- Moja Kawunia dużo chorowała, jest jeszcze taka malutka i słabiutka… Jak jeszcze trochę podrośnie…- kolejny smaczny kąsek wpadł do otwartego łakomie dzioba.

Wkrótce najedzona Kawunia nie pilnowała już Mamy, tylko pobiegła bawić się w chowanego. Zadowolona z tego , że czerwona kokardka pięknie łopocze na wietrze w czasie gonitwy po trawniku, czuła się zręczniejsza i szybsza od koleżanek.

W końcu znudzona zabawą, spróbowała wzlecieć w górę , jak tylko mogła najwyżej. Jeszcze nigdy nie leciała tak wysoko. Zmęczona usiadła na gałązce i obserwowała świat.

- Chyba jestem najwyżej ze wszystkich – pomyślała z dumą. Jednak kiedy uniosła głowę zobaczyła stado białych gołębi, które w zwartym szyku dokonywały podboju nieba. Patrząc jak ich skrzydełka połyskiwały w słońcu przy nagłych zakrętach, nie potrafiła opanować tęsknoty za tak doskonałym lotem.

- Może uda mi się dołączyć do nich? Stojąc na krawędzi cienkiej gałązki zamachała skrzydełkami, ale nagle straciła równowagę i zaczęła spadać…

Na szczęście szeroko rozłożone skrzydła jak spadochron hamowały upadek. Siedząc bezpiecznie pod drzewem wciąż z zazdrością obserwowała ptaki kołujące w górze. Była tylko niezdarnym, tłustym pisklęciem o zwichrzonych piórkach…

- Gdzie moja kokardka – rozzłoszczona zaczęła podfruwać znowu wyżej -pewnie zaczepiła się o wystająca gałązkę, rozwiązała się i spadła..

Niestety, nigdzie nie było wstążeczki, mimo że Kawunia dokładnie sprawdzała pod każdym listkiem. Nagle zobaczyła stare na wpół zrujnowane gniazdo. Zajrzała do niego ciekawie.

W półmroku majaczyła zgarbiona postać . Była to nastroszona , smutna i brzydka Stara Wrona.

- Czy nie widziała pani mojej czerwonej wstążeczki? -spytała nieśmiało Kawunia

- Może i widziałam – zachrypiała staruszka

- Gdzie? Gdzie?

- Przynieś mi trochę wody, to ci powiem…

- Nie wiem jak, Mama zawsze daje mi wodę do dziobka.

- Nie wiesz, to nie będziesz miała kokardki.

Kawunia zawahała się. staw był niedaleko…Może się uda.

Zamoczyła cały łebek, mało się nie udławiła, ale w końcu udało się jej utrzymać wodę w dziobie i z trudem podfrunąć do starego gniazda.

W samą porę, bo Wrona leżała już bezwładnie na podłodze. Przestraszona Kawunia wachlowała ją skrzydełkami i z trudem napoiła. Staruszka  otworzyła przekrwione oczy i jęknęła – Jeszcze…jeszcze…..

Wiele razy mała Kawka latała nad staw i nosiła Wronie wodę w dziobku. Wiedziała, że jeśli tego nie zrobi chory ptak nie przeżyje. Zapomniała o wszystkim; nie reagowała na wołania koleżanek, nie zwracała uwagi na ból zmęczonych skrzydełek…

Wrona piła coraz sprawniej, w końcu uśmiechnęła się do swoje małej opiekunki i szepnęła – Dziękuję ….

Kawuni mocno zabiło serduszko i poczuła wielką radość i siłę. Zupełnie zapomniała o

zagubionej kokardce.

Z przejęciem krzątała się po zrujnowanym gnieździe szukając czegoś  do zjedzenia dla swojej nowej przyjaciółki. Nie znalazła nic, więc znowu pofrunęła na trawnik nad stawem po nasiona traw.W­ końcu usłyszała swoją Mamę, która przywoływała ją z niepokojem.

- Kawuniu, wracaj! Gdzie jesteś moje maleństwo?

Wychyliła się przez okno wroniego gniazda i odpowiedziała z dumą:

Jakie znów maleństwo? Zobacz! Jestem już dorosła!

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.